Grudniowa tyczka.

 W niedzielę 14 grudnia pojawiłem się nad wodą z zamiarem łowienia na tyczkę, przyznam wam się do tego że moje myśli krążyły w okolicy jednego tematu „Dlaczego gdy coś zaplanuje, coś musi mi te plany popsuć?”. Byłem nawet odrobinę rozdrażniony ciągłymi zmianami planów tym bardziej że od kilku dni przebywałem na urlopie a w planach miałem malowanie trzech pomieszczeń w domu więc kolejny tydzień miał być pod znakiem prac malarskich. Minęło kilkadziesiąt minut nim miałem rozłożony kosz, rozstawione rolki i wygruntwane stanowisko. Ulepiłem kule do nęcenia ciężkiego i z kubka. Zaparzyłem kawę i przebrałem się w kombinezon zapewniający mi komfort cieplny i swobodę ruchów. Do wody posłałem kule zanętowe i  w łowisko wstawiłem zestaw. Miałem nadzieję że pojawią się karpie w nęconym miejscu, odławiałem drobne ryby gdyż taka jest kolej rzeczy, zanim pojawią się te większe trzeba solidnie pomachać tyczką. Po drobnej rybie wchodzi ta średnia i następnie ta największa objawia się to chwilowym zanikiem brań.

Czytaj dalej….

Pierwsze ryby 2025.

Od kilku dni przebywałem w domu zajęty byłem sprawami rodzinnymi i sprawami społecznego projektu który od kilku miesięcy nabiera coraz bardziej realnego kształtu. Nie mniej co jakiś czas pojawiałem się nad wodą by badać stan pokrywy lodowej. Tak bardzo brakowało mi kontaktu z rybami że powoli byłem zły na jak to określiłem „gówno zimę”, lód za słaby by na niego wejść i jednocześnie jego obecność wyłącza możliwość łowienia. Mam co prawda rzeki w swojej okolicy i tam mógłbym próbować technik i możliwości niestety nie mam kompletnie na to czasu. Owszem marzy mi się pochodzenie z bolonką lub federem w poszukiwaniu ryb zimą ale na te wszystkie metody należy mieć czas a tej wartości ostatnio mi coraz bardziej brakuje . W końcu 26 stycznia 2025r .stan pokrywy lodowej pozwolił na rozłożenie trzech elementów tyczki plus top i mogłem popróbować swoich sił na gliniankach.

Czytaj dalej….

Pierwsze ryby 2024r.

Długo mi było czekać na pierwsze ryby w 2024 roku aż do 11 lutego, wcześniej  nie miałem możliwości nawet pomyśleć o tym by pojechać nad wodę.  I  przyznam się wam że miałem również mieszane uczucia czy opłaca się w tak gorącym dla mnie okresie  opłacać kartę wędkarską i te kilka wyjazdów które w sezonie jest mi dane odbyć nie spędzić na łowiskach komercyjnych.

Czytaj dalej….

Pierwsze ryby 2023.

Styczeń ostatnimi laty rozpieszcza nas wręcz wiosennymi temperaturami dla mnie zawsze był to start sezonu. W tym roku jednak długo biłem się z myślami czy wnieść składki do związku gdzie ilość wychodzącego brudu oraz postawa czołowych działaczy kłóci się ze statutową ideą która powinna mu przyświecać. Zastanawiając się korzystałem z wiosennej wręcz aury by wypróbować nowy rower. Cieszyłem się nowym nabytkiem, połykałem kilometry i doceniałem dobry zakup. Jednak w sercu była jakaś pustka czułem niedosyt i tęsknotę za ukochanym hobby. Obdzwoniłem wszystkie znane mi łowiska komercyjne niestety albo jeszcze nie działały w nowym sezonie albo też działały jednak ich opiekunowie nie uznają tyczki jako preferowanej metody połowu.

Czytaj dalej….

Melancholijna listopadowa tyczka.

Przełom października i listopada to czas gdy zwyczajowo wspominamy tych którzy odeszli,  dla mnie to moment żeby się zatrzymać i wspomnieć tych którzy łowią ryby po drugiej stronie ponoć tej lepszej. Tylu znajomych, tylu kolegów i tylu przyjaciół eksploruje łowiska po drugiej stronie. Odwiedziłem więc groby i cmentarze, zapaliłem znicze i podumałem nieco nad marnością i kruchością życia. Niedosyt wędkarski sprawił jednak że postanowiłem pojawić się nad wodą, zwłaszcza że pogoda rozpieszczała temperaturami a liście w barwach jesieni cieszyły oczy zwłaszcza że były oświetlone przez jesienne słońce. Spragniony kontaktu z rybami postanowiłem postawić na pewnik by się wyłowić w krótkim czasie czyli tyczkę.

Czytaj dalej….

Ostatnia grudniowa tyczka 2020.

Minął kolejny miesiąc po uzyskaniu przeze mnie statusu ozdrowieńca, rehabilitacja i ćwiczenia przynosiły dość wymierne skutki a mój organizm zaczął odzyskiwać siły. Dwunastego grudnia poczułem się na tyle pewnie że odważyłem się wybrać z tyczką nad wodę, w nadziei na spotkanie z karpiami z zarybień postanowiłem dołożyć również feeder do zestawu by popróbować na metodę skusić jakiegoś karpia. Wielkim wysiłkiem było spakowanie całego majdanu do samochodu i późniejsze jego rozstawianie, musiałem zmienić przepocone ubrania by czuć się komfortowo termicznie na łowisku.

Czytaj dalej….

Ostatnia wyprawa 2019

Święta dla rodziny taka maksyma przyświeca mi każdego roku od blisko dziesięciu lat. Na bok idzie hobby, elektronika, działalność społeczna, nie liczy się nic poza rodziną. Czas świąteczny poświęcam na gotowanie, przygotowania i spędzanie wspólnego czasu z rodziną.  Realizując swoją maksymę nie mogłem wyrwać się na wędkowanie a zimne ryby kusiły straszliwie. Dobiłem do soboty 28 grudnia gdy zadzwonił prezes koła z zapytaniem czy nie jadę na tyczkę. Oczywiście odpowiedź z mojej strony mogła być jedynie twierdząca.

Czytaj dalej….

Dobry wiosenny poranek.

Wiosna dalej w swojej karasie urzekała moją duszę wszelkimi wspaniałościami  wiosenne cudowne zmęczenie spowodowało brak chęci  na nocne karpie z trzynastego na czternastego kwietnia i przyznam się szczerze że miałem w związku ze zmęczeniem niezmierną potrzebę wypróbowania nowego materaca.  Wypocząwszy znakomicie w sobotę czternastego kwietnia owiewany świeżą poranną bryzą już o piątej z groszami meldowałem się na łowisku.

W powietrzu unosił się ogrom zapachów a poranne trele ptaków nastrajały mnie jeszcze cudowniej. Tym razem nie byłem sam na łowisku umówiłem się z prezesem mojego koła na mały trening łowienia na zestaw skrócony dzień przed planowanymi zawodami spławikowymi  w mojego koła.
Słońce powolutku swoim brzaskiem budziło dzień nie ukazując jeszcze swej krasy zza horyzontu. A powietrze wypełnił przyjemny zapach dowilżanych zanęt tak to nieśpiesznie przekomarzając się z prezesem i  lekko sobie dogryzając szykowaliśmy się do wspólnego treningu. Czytaj dalej….

Kwietniowa wiosenna tyczka.

 

Na świecie od kilku tygodni zagościła wiosna, wspaniałe słoneczko swymi ciepłymi promieniami wybudziło z zimowej hibernacji przyrodę. Szaro bure drzewa okryły się bogactwem pąków i młodych listków a kwitnące gatunki przybrały kwiecistą już szatę. Świat nabierał soczystości młodej pełnej soków wiosennej trawy i eksplodował na nowo życiem. Wszędzie zagościła wiosna tylko nie w mojej duszy tam jeszcze trwała zimowa stagnacja. O dziwo nie spowodowana obowiązkami czy też brakiem czasu a pracami społecznymi na rzecz łowiska na które poświęcałem wszystkie wolne chwile. Nie zaprzeczę że w czasie nich miałem zawsze symbolicznie wędki w wodzie ale ten kto chce pracować a nie skupia się na łowieniu odnosi w tej materii raczej nikłe sukcesy. W sobotę siódmego kwietnia czara goryczy przelała się u mnie i wykonując szesnaście wykopów pod planowane nasadzenia lip stwierdziłem że na jakiś czas należy odłożyć prace społeczne i wreszcie oddać się pasji z całym zaangażowaniem jakiego od wędkarza skuteczne łowienie wymaga. Czytaj dalej….