Majówka to nie tylko grill i tłumy – dla nas to czas, kiedy cała rodzina może łowić, odpoczywać i być razem nad wodą.
Po sukcesie majówkowego wypadu pod kemping moja rodzinka stale zadawała pytanie. Kiedy ponownie pojedziemy? Mając nieco wydłużony weekend majowy o zaległy urlop wypoczynkowy stwierdziłem że jedziemy już w piątek ósmego maja. Dzieci natychmiast rozpoczęły pakowanie dokładając stale rzeczy do bagażu tak że ich torby zajęły prawie cały hol w domu. Rozbawiony pozwoliłem im na kreatywność w tym temacie a na drugi dzień zapytałem się gdzie chcą to wszystko zapakować.
Pierwszy w sytuacji zorientował się najmłodszy syn i powiedział że w kempingu nie ma tyle miejsca. Nastąpiła więc drobna reorganizacja bagaży i w przeddzień wyjazdu kemping stał dzielnie zapakowany pozostawało jedynie spiąć zestaw i wyruszyć ponownie nad wodę.
Wyruszyliśmy więc a ja miałem cichą nadzieję że ryby dopiszą i nie pozwolą nudzić się moim bliskim. Pogoda dopisywała a i ryby nie odmawiały współpracy. Łowisko otworzyła moja małżonka łowiąc na zestawy karpiowe, które świeżo wywiozła ładnego klenia.
Synowie zajęli się zabawą robakami z zanęty a ja po rozstawieniu obozowiska mogłem zająć się pichcneniem. Czujnie co jakiś czas zerkając na pociechy i na małżonkę, która wygrzewała się w promieniach wiosennego słońca. kontemplując piękno wiosennego świata, syciłem swoją duszę rodzinna sielanką.
Magdalena była co nieco zaniepokojona tym że łowi same leszcze, jednak glinianki obdarzyły ją w godzinach wieczornych pięknym karpiem z którym stoczyła epicką walkę. Po pełnym emocji holu musiałem wspomóc swoja córeczkę w zaprezentowaniu ryby do zdjęcia.
W godzinach późno wieczornych postanowiłem zwinąć wędziska bym i ja mógł zażyć co nieco relaksu i wypoczynku. Dzieci na świeżym powietrzu po wybieganiu się, sapały wyśmienicie a i nam udzieliło się zmęczenie na tyle spore że w sobotę obudziliśmy się po godzinie dziewiątej.
Pierwszą poranną czynnością było przyrządzenie tostów na śniadanie później pomogłem porozstawiać wędziska małżonce i córci i oddaliśmy się wypoczynkowi.
Dzieci były bardzo grzeczne więc i ja mogłem sobie pozwolić na mały relaks na leżaku. Serce mi rosło z dumy jak patrzyłem na Magdalenę która samodzielnie wyhaczała ryby i w punkt posyłała swoje zestawy na odległość bliską 50 metrów.
Jednak w zachwytach rozpłynąłem się zupełnie w chwili gdy w czasie kiedy Magdalena holowała karpia na drugie branie zareagował Wiktor samodzielnie holując krąpika.
Magda dołowiła jeszcze jesiotra i kilkanaście leszczy. Lecz moje kochanie nie było zadowolone z soboty bo jej karpiówki, które co jakiś czas przewoziła stały cały dzień bez brania. Ponownie na noc wyciągnąłem zestawy z wody.
Obudziłem się o godzinie 5 słysząc hałasy wyjrzałem przez okno kempingu i ujrzałem małżonkę która skoro świt wywoziła karpiówki. Ucieszony i jednocześnie zachwycony wysiłkiem i zaangażowaniem żony w wędkarstwo, zrobiłem kubek kawy i postanowiłem wykorzystać czas gdy dzieci śpią i posiedzieć chłonąc świeżość poranka.
Dzień dzieci rozpoczęły jajecznicą w mojej popisowej wersji. Niedziela przyniosła kilka brań żonie która ciężko je wypracowała a Magdalena cieszyła się łowiąc leszczyki i krąpie.
Wróciliśmy do domu w porze obiadowej. Dzieci cieszyły się z powrotu do świata w którym jest obecna elektronika a my z żoną oporządziliśmy kemping i po szybkim obiedzie oddaliśmy się odpoczynkowi. Szczęśliwi dotlenieni oglądaliśmy całą rodziną film. A ja cieszyłem się z tego że rodzina podziela moje hobby.
Zobacz rówież:
Czarny Karp dla Powodzian – zawody karpiowe, presja wyniku i walka o przełamanie.
Majówka 2023 – karpiowanie jako ucieczka od pędu i powrót nad wodę.
Karp jesienią – szybka zasiadka, powrót do karpiowania i udane łowienie.














Pingback:Miała być spokojna noc… a skończyło się na maratonie brań karpi. - blog wędkarski rybymojezycie.pl