Wrześniowe Śródleśne Leszcze.

Kolejne dwa miesiące upłynęły  mi szybciej niż mgnienie oka, pocieszające było to że miałem dwa tygodnie na wspólny wyjazd nad Bałtyk z rodziną i miałem jakieś małe kilkugodzinne epizody z wędką.  W tym czasie zaliczyłem szybki wyjazd służbowy i nastał wrzesień więc pierwszego września właśnie wybrałem się z moim sąsiadem Mateuszem na ukochane Śródlesie Dwa. Sami wiecie jaki gatunek ryb mnie interesował dla niezorientowanych dodam że chodził mi o leszcze których ciekawa populacja zamieszkuje tą przepiękną wodę i widać że ta woda im służy bo są niezwykle waleczne i osiągają ciekawe przyrosty. To wszystko jest możliwe dzięki temu że złowione ryby na tym zbiorniku należy wypuszczać co chyba najbardziej przyczynia się do zachowania populacji i wielkości tych ślicznych ryb.

Czytaj dalej….

Lipcowy bat i feeder.

Czas pędził wielkimi susami i przeskoczyłem czerwiec nie znajdując nawet jednej minuty by pojawić się nad wodą. Nie byłem tak dawno na rybach że moi synowie podczas rozmów telefonicznych zaczęli upominać  się o wspólne ryby. Miałem w głowie chytry plan który chodził mi po głowie od dłuższego czasu i spędzając miesiąc na wyjeździe służbowym śnił mi się nocami.

Bardzo chciałem wrócić do łowienia na bata w taki fajny sposób jak robiłem to w latach mojej młodości czyli z minimum sprzętu, minimum zanęt i minimum przynęt. Chciałem uwolnić się od ton akcesoriów i czerpać tylko z kwintesencji wędkarstwa.

Czytaj dalej….

Ultra lekki maj.

Miałem kilka dni zaległego urlopu do wykorzystania zaplanowałem go w końcówce maja by przed kolejnym wyjazdem pobyć z rodziną, nacieszyć się wiosną, świeżą zielenią i oczywiście połowić ryb. Wiedziałem już ze start sezonu sandaczowego nie będzie w tym roku dla mnie możliwy ze względów oczywiście służbowych. Mając w pamięci kwotę którą zapłaciłem w roku 2022 za trzymanie łódki w rybaczówce pzw na jeziorze Turawskim nie miałem zamiaru popełniać tego błędu i ponownie dawać się oskubać płacąc krocie za kołek na plaży. 

Czytaj dalej….

Majowe popołudnie z Wojtkiem.

Łakomczuch który pochłaniał w sposób nienasycony mój czas ponownie wziął wielki kęs i z mojego życia dla spraw służbowych zostało wycięte następne kilkadziesiąt dni. Służba to surowa matka która od sowich dzieci wymaga poświęceń, więc i mi wypadało ponownie opuścić ciepło domowego ogniska i wyjechać w  kierunku wschodzącego słońca na kolejne dni. Tylko dobrodziejstwa dzisiejszej technologii pozwalają utrzymywać stały kontakt z rodzinami osładzając czas spędzony bez bliskich.

Czytaj dalej….

Majówka 2023

Czas płynął niczym nurt dzikiej, wezbranej rzeki. Ja czułem się jakbym przez ten nurt był porwany, zbyt zmęczony by płynąć pod prąd, zbyt słaby by uchwycić się czegoś i zatrzymać chociaż na chwilę. Nie pozostawało mi nic innego jak płynąć z tym nurtem i uważać by moja głowa była na powierzchni.

Czytaj dalej….

Kwietniowa tyczka.

Niedzielę 16 kwietnia rozpocząłem już o pierwszym brzasku dzień wcześniej narodził się mi plan by przeprosić się z tyczką i wyłowić się po przysłowiowy korek. Pogoda zapowiadała się godna a wybłagane 6 godzin nad wodą wydawało się czasem dostatecznym na odłowienie zacnej ilości ryb.  Wstając o brzasku zająłem się komponowaniem zanęt i sporządzeniem mieszanki ziemi i gliny w sposób odpowiedni na lekko zamulone dno mojego łowiska. Kto zajmuje się przygotowaniem zanęty wie że zajmuje to kilkadziesiąt minut i w moim przypadku nie było inaczej wolałem zrobić to w domu w komfortowych warunkach i z dostępem do mieszadła co wydawało się lepszą alternatywą niż sito  i żmudne przecieranie.

Czytaj dalej….

Kwietniowy feeder.

Kwiecień zaczął się już na dobre i ja wkroczyłem już w niego z nowym stopniem i zarazem w nowym korpusie osobowym. Nadrabiałem braki w kontaktach towarzyskich co za skutkowało zaproszeniem na jedno z łowisk na którym niewielu może poławiać. Spędziłem wiec drugi kwietnia łowiąc pilkerem i batem na przepływankę przepiękne wzdręgi, klenie, krąpie, płocie oraz srogie rzeczne leszcze. Niestety będąc zobligowanym do zachowania tajemnicy zdjęcia z tego eventu zachowam dla siebie. Dobrnąłem do soboty piętnastego kwietnia przepiękna pogoda spowodowała u mnie rozterkę wszak przy rodzinie czasu dla siebie niewiele a w garażu czekał nowy rower.

Czytaj dalej….

Głód wędkarstwa.

Jak wspominałem we wpisie o pierwszych rybach w 2023 roku długo mi przyszło czekać na kolejną wyprawę wędkarską bo aż do 26 marca. Normalnie  tak długa przerwa od wędkarstwa spowodowała by chandrę i wywołałaby u mnie stany depresyjne, jednak przełożeni zadbali o to bym niemiał szans na nudę i przemyślenia o braku wędkarstwa. Zostałem skierowany do szkoły podoficerskiej którą ukończyłem i już jako absolwent z perspektywą na szybki awans i zmianę korpusu osobowego zawitałem nad ulubioną wodą z nadzieją na jakikolwiek kontakt z rybami. Jak błogo i przyjemnie jest zawitać nad wodą po tak długiej przerwie wie ten kto doświadcza takich wrażeń. I mi było właśnie błogo i przyjemnie.

Czytaj dalej….

Pierwsze ryby 2023.

Styczeń ostatnimi laty rozpieszcza nas wręcz wiosennymi temperaturami dla mnie zawsze był to start sezonu. W tym roku jednak długo biłem się z myślami czy wnieść składki do związku gdzie ilość wychodzącego brudu oraz postawa czołowych działaczy kłóci się ze statutową ideą która powinna mu przyświecać. Zastanawiając się korzystałem z wiosennej wręcz aury by wypróbować nowy rower. Cieszyłem się nowym nabytkiem, połykałem kilometry i doceniałem dobry zakup. Jednak w sercu była jakaś pustka czułem niedosyt i tęsknotę za ukochanym hobby. Obdzwoniłem wszystkie znane mi łowiska komercyjne niestety albo jeszcze nie działały w nowym sezonie albo też działały jednak ich opiekunowie nie uznają tyczki jako preferowanej metody połowu.

Czytaj dalej….

Mroźna metoda.

W niedzielę 20 listopada mróz mocno przycisnął świat pokrył się szronem a i chłód skutecznie zniechęcił mnie do spinningu. Miałem co prawda wielką ochotę po serwisie wypróbować silnik i nawiedzić kilka miejscówek na Odrze, jednak wraz z wiekiem cenię sobie poczucie komfortu termicznego. Zdecydowałem się więc odłożyć wypad na nieco późniejszą godzinę i spróbować swoich sił w feederach. Pojawiłem się wraz z sąsiadem Michałem który poczuł wędkarskiego bakcyla w tym sezonie na gliniaki w celu podjęcia próby złowienia czegokolwiek.

Czytaj dalej….