Potencjalna dwudziestka.

Polskę w swoje ręce chwyciła panika związana z panującym zagrożeniem corona wirusem. Poniedziałek dnia dziewiątego marca był dniem gdy i ja wydałem dyspozycje by małżonka wyruszyła na sklepy w poszukiwaniu cukru, ryżu, makaronu, mąki i papieru toaletowego. Okazało się że w brew panującym  w mediach społecznościowych pogłoską. Udało jej się nabyć zlecone artykuły w pierwszej napotkanej Biedronce. Co nieco uspokojony postanowiłem mimo wszystko nie ryzykować i wędkarzy chcących wykupić licencje na 2020 rok umówiłem nad łowiskiem. Czekając niecierpliwie na nich odebrałem telefon że jeden z nich spóźni się około godziny, wiadomo jak to bywa z pracą.

Czytaj dalej….

Marcowa metoda.

Nim się obejrzałem nadszedł marzec. Miałem zamiar spędzić go ambitnie gdyż ryby w wodzie wyczuły nadchodzącą wiosnę i nadszedł ten magiczny okres szalonych brań i rybiej obfitości. Pierwszy marca niestety przyniósł mi tylko nerwy z powodu zaśmieconego łowiska i zniszczonej trawy wypalonej pozostałościami grilla okraszonego kilkoma stopionymi butelkami i masą kiepów. Wściekły wracałem do domu niestety zaparowany obiektyw rozszczelnionej kamery uchronił sprawców zaistniałej sytuacji od odpowiedzialności. Ale nic ich nie ominie spotkamy się kiedyś nad wodą charakterystyczny kemping i pojazdy pozwolą na identyfikację i wymianę uprzejmości.

Czytaj dalej….

Deszczowy lutowy feeder.

Błyskawicznie swoim zwyczajem nadszedł weekend. W głowie od razu zaczęły kiełkować wędkarskie plany na jakiś mały wypadzik. Tradycyjnie w chłodnej porze przeżywałem wewnętrzną rozterkę. Którą metodę wędkowania wybrać. Siedziałem rozmyślałem aż zdałem sobie sprawę z tego że przecież moje koło działa na czynie społecznym w sobotę 22.02.2020. Nie wypadało za bardzo chłopaków zostawiać samych sobie. Więc w sobotę punkt ósma ze spiningiem macałem wodę w poszukiwaniu okoni. Niedługo pocieszyłem się wędkowaniem gdyż usłyszałem nadjeżdżające pojazdy kolegów zmierzających na czyn. Szybko więc złożyłem wędki przebrałem się w bardziej zdatne do brudnej pracy ubrania i złapawszy za szpadel pobiegłem na miejsce zbiórki. Gdzie wśród ciętego męskiego żartu wzrastało morale do pracy. Frekwencja dopisała więc gospodarz łowiska mógł podzielić ludzi na zespoły i zrealizować sporo zaległych prac. Więc sobota upłynęła pracowicie. Za to na świeżym powietrzu i w znakomitym towarzystwie. Przesunąłem więc wędkarskie plany na niedzielę 23.02.2020 i z tą myślą czekałem niecierpliwie niedzieli.

Czytaj dalej….

Lutowa tyczka.

Niedziela drugiego lutego naciągnęła szybko a poprzedzona czynem na rzecz mojego ulubionego łowiska zapowiadała się całkiem owocnie. Byłem nastawiony bardzo mocno na łowienie tyczką jednak bardzo porywisty wiatr i obawa o nie tani sprzęt bardzo zawęziła wybór łowiska, do miejsca osłoniętego przed wiatrem. Długość tyczki musiałem również ograniczyć do około ośmiu metrów ale z uwagi na równe dno na łowisku nie miało to za dużego znaczenia. Ponownie musiałem się również mierzyć z niskim poziomem wody i głębokość łowiska oscylowała w okolicy 1,5m.

Czytaj dalej….

Styczniowy spontaniczny feeder.

Tradycyjnie czas pędził z prędkością która moja percepcja była w stanie ledwo odnotować. Feederowe zimne ryby chodziły za mną stale i w pracy gdzieś na obrzeżach świadomości nieśmiało rodziły się play jakby tu skorzystać z możliwości które daje zima. Oczywiście życie pod nogi musi kłody rzucić i jedyny czas który mogłem spędzić na rybach miałem spędzić w pracy. Sobota 18 stycznia była więc raczej słaba.

Czytaj dalej….

Pierwsza wyprawa 2020

Pierwszą wyprawę w nowym roku planowałem na dzień pierwszego stycznia niestety nadmierne spożycie środków zawierających alkohol napawało mnie obawą, co do możliwości prowadzenia przez zemnie pojazdów mechanicznych zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa. Tradycyjnie przeciągnęło się do 5 stycznia, gdy ponownie zostałem zaproszony na wyprawę. Miał nam towarzyszyć kolega Tomasz, który łowiąc zawodniczo i od kilku lat reprezentując znane marki wędkarskie zawsze podzieli się wiedzą i podpowie oraz zademonstruje trochę z zawodniczego kunsztu.

Czytaj dalej….

Ostatnia wyprawa 2019

Święta dla rodziny taka maksyma przyświeca mi każdego roku od blisko dziesięciu lat. Na bok idzie hobby, elektronika, działalność społeczna, nie liczy się nic poza rodziną. Czas świąteczny poświęcam na gotowanie, przygotowania i spędzanie wspólnego czasu z rodziną.  Realizując swoją maksymę nie mogłem wyrwać się na wędkowanie a zimne ryby kusiły straszliwie. Dobiłem do soboty 28 grudnia gdy zadzwonił prezes koła z zapytaniem czy nie jadę na tyczkę. Oczywiście odpowiedź z mojej strony mogła być jedynie twierdząca.

Czytaj dalej….

Grudniowa tyczka

Czas ponownie grał mi na nosie świat, co nieco się ochłodził dni stały się niezwykle krótkie a intensywność zadań w pracy nie pozwoliła na pobyt nad wodą dodatkowo kilkudniowe przymrozki pokrzyżowały mi plany odnośnie wędkarskich eskapad. Nim się obejrzałem na świecie był 19 grudnia 2019r a ja od trzydziestu dni nie wędkowałem. Będąc ryboholikiem byłem na głodzie tak wielkim, że z rozpaczą szukałem rozmarzniętego łowiska by tylko spróbować połowić w zimowych warunkach. Jak wielokrotnie na łamach bloga wspominałem zimowe łowienie jest jednym z najlepszych jakie może wędkarzowi się przytrafić.

Czytaj dalej….

Październikowe ukojenie.

Jesień wkraczała coraz bardziej w swoją urokliwą fazę malując coraz więcej liści w przecudne barwy. Ja z bólem serca jeździłem w różnych ważnych sprawach z rodzicami, który chwilowo wyłączeni są z prowadzenia pojazdów. Tak właśnie przepadały moje szanse na codzienne ryby, które planowałem w czasie, gdy przyszło mi pełnić dyżury w ciągu nocy w pracy. Oczyma wyobraźni widziałem jak w malowniczej scenerii wypoczywam nad wodą i chłonę całym sobą otaczające mnie piękno. Już raz sprawa miała się tak daleko, że rozkładałem już wędki by połowić, co nieco i telefon przekreślił wszystko gdyż w potrzebie był niesprawny ruchowo przyjaciel rodziny.

Czytaj dalej….

Październikowe złoto.

Październik zagościł na dobre w naszym pięknym kraju. Powoli zaczął malować liście drzew czerwienią, żółcią, pomarańczem i brązem. W górach spadł pierwszy śnieg a w powietrzu było czuć mroźnie ukłucia. Temperatura wody oscylowała w okolicy dziesięciu stopni, co w połączeniu z porywistym mroźnym wiatrem i początkowo zachmurzonym niebem w niedziele szóstego października dobrze nie wróżyło.

Czytaj dalej….