Kwietniowa rodzinna zasiadka.

Niedziela 26 kwietnia zapowiadała się cudownie, bardzo chciałem by po niedawnym zniesieniu obostrzeń moja rodzina zaznała jak najwięcej kontaktu ze słońcem i naturą. Podjąłem więc twardą męską decyzję że jadę na ryby wraz z rodziną. Małżonka oczywiście miała co nieco wątpliwości karmiona medialną propagandą, była nie na zżarty przerażona sytuacją z epidemią. Ja jednak mocno postawiłem na swoim wypowiadając mocne słowa  „Ja jadę na ryby z Wami lub bez Was” Wyszedłem z domu i spakowawszy sprzęt, wyruszyłem na ulubione łowisko.

Czytaj dalej….

Kwietniowy start.

Dwudziestego kwietnia polscy wędkarze odetchnęli wyrwani z jarzma obostrzeń wprowadzonych przez polski rząd w ramach walki z pandemią Covid-19. I ja mimo wykazywania obywatelskiego nieposłuszeństwa i ignorowania głupich zakazów chciałem w końcu połowić bez oglądania się za siebie. Smaczku łowieniu miał dodawać fakt że w pokrowcu rubinową barwą lśniły dwa nowe wędziska mające zastąpić w zestawie ucieczkowym starsze wędziska karpiowe. Tak bardzo chciałem poczuć ich pracę w czasie holu jakiejś przyzwoitej ryby. Jednak przeczucia jako alternatywę kazały mi zapakować mimo wszystko zestaw feederów do auta. Decyzja ta jak później się okazało była słuszna i to bardzo. Całe ulubione łowisko było zajęte pozostała więc opcja wędkowania na pozostałych stawach mojego koła i przerzucanie małych zarybieniowych karpików co mimo wszystko przy użyciu wędzisk feederowych było dość ciekawym i przyjemnym doświadczeniem.

Czytaj dalej….

Ten dzień i ta ryba.

Dzień dwudziesty drugi marca nie przypominał wiosny a w zasadzie pełnię zimy. Cztery stopnie na minusie wiatr oraz opady śniegu nie nastrajały do połowu ryb. Wstałem nieco po piątej rano i siorbiąc małą czarną, rozważałem zasadność mojej wizyty na łowisku. Gdzieś tam w ręce zaplątał mi się telefon z powiadomieniem od znajomego na grupie na którym prezentował on dość przyjemną rybę. To przeważyło szalę ubrałem się w bieliznę termo i wykradłem małżonce odrobinę cynamonu do kawy. Poprawiając kocyk na najmłodszym synu który smacznie spał w pokoju obok, na paluszkach wymknąłem się z domu. W miedzy czasie przy kawie przełożyłem poumawianych ludzi na inny dzień postanawiając w ciszy i spokoju połowić sobie karpi.

Czytaj dalej….

Pierwszy dzień wiosny.

W sobotę dwudziestego pierwszego marca przypadał pierwszy dzień wiosny jednak pogoda wiosenna wcale nie była. Deszcz i zimne podmuchy wiatru nie zachęcały do spędzenia czasu nad wodą. Ja jednak przezornie spakowałem do mojego auta model do wywozu i ciężkie karpiowe gruntówki. Uzbrojony w taki zestaw udałem się na łowisko gdzie ponownie skoro świt poumawiałem się z wędkarzami na wniesienie opłat za licencje.

Czytaj dalej….

Ostatni dzień zimy.

W piątek dwudziestego marca zdawałem służbę ochrony przejść granicznych naszej ojczyzny. Jak to zwykle bywa przy wrodzonej rozmowności ciężko było wyjść z pracy wiec gdzieś w okolicy godziny 12:00 postanowiłem w drodze powrotnej zajrzeć na moje łowisko i rzucić okiem co się tam wydarzyło w czasie dwudziestocztero godzinnej nieobecności. Pogoda była cudowna i wiosenna temperatura ponad dwadzieścia stopni pozwoliła paradować w samym podkoszulku. Z przyjemnością więc witając ciepłe promienie słońca wyszedłem na mały spacer z samochodu. Już pierwszy rzut oka pozwolił rozpoznać samochód prezesa i kolegi Jacka więc na łowisku nie byłem sam.

Czytaj dalej….

Marcowy feeder na bogato.

W sobotę czternastego marca  postanowiłem chociaż odrobinę oderwać myśli od panoszącego się w Polsce korono wirusa. Zawitałem więc na puste tego dnia łowisko z myślą o połowieniu karpi na metodę i przy okazji umożliwienia wniesienia opłat kolegom wędkarzom. Uzbroiłem się więc w ciepłe napoje butlę płynu do odkażania i skoro świt o godzinie 7:00 rozkładałem sprzęt na ukochanym łowisku. Pogoda tego dnia mimo że słoneczna, przeraźliwie zimnymi podmuchami wiatru. Bardzo szybko zmusiła mnie do przywdziania pełnego zimowego kombinezonu.  Ustawiłem więc mój pojazd w sposób który najbardziej osłaniał mnie od wiatru.

Czytaj dalej….

Potencjalna dwudziestka.

Polskę w swoje ręce chwyciła panika związana z panującym zagrożeniem corona wirusem. Poniedziałek dnia dziewiątego marca był dniem gdy i ja wydałem dyspozycje by małżonka wyruszyła na sklepy w poszukiwaniu cukru, ryżu, makaronu, mąki i papieru toaletowego. Okazało się że w brew panującym  w mediach społecznościowych pogłoską. Udało jej się nabyć zlecone artykuły w pierwszej napotkanej Biedronce. Co nieco uspokojony postanowiłem mimo wszystko nie ryzykować i wędkarzy chcących wykupić licencje na 2020 rok umówiłem nad łowiskiem. Czekając niecierpliwie na nich odebrałem telefon że jeden z nich spóźni się około godziny, wiadomo jak to bywa z pracą.

Czytaj dalej….

Marcowa metoda.

Nim się obejrzałem nadszedł marzec. Miałem zamiar spędzić go ambitnie gdyż ryby w wodzie wyczuły nadchodzącą wiosnę i nadszedł ten magiczny okres szalonych brań i rybiej obfitości. Pierwszy marca niestety przyniósł mi tylko nerwy z powodu zaśmieconego łowiska i zniszczonej trawy wypalonej pozostałościami grilla okraszonego kilkoma stopionymi butelkami i masą kiepów. Wściekły wracałem do domu niestety zaparowany obiektyw rozszczelnionej kamery uchronił sprawców zaistniałej sytuacji od odpowiedzialności. Ale nic ich nie ominie spotkamy się kiedyś nad wodą charakterystyczny kemping i pojazdy pozwolą na identyfikację i wymianę uprzejmości.

Czytaj dalej….

Deszczowy lutowy feeder.

Błyskawicznie swoim zwyczajem nadszedł weekend. W głowie od razu zaczęły kiełkować wędkarskie plany na jakiś mały wypadzik. Tradycyjnie w chłodnej porze przeżywałem wewnętrzną rozterkę. Którą metodę wędkowania wybrać. Siedziałem rozmyślałem aż zdałem sobie sprawę z tego że przecież moje koło działa na czynie społecznym w sobotę 22.02.2020. Nie wypadało za bardzo chłopaków zostawiać samych sobie. Więc w sobotę punkt ósma ze spiningiem macałem wodę w poszukiwaniu okoni. Niedługo pocieszyłem się wędkowaniem gdyż usłyszałem nadjeżdżające pojazdy kolegów zmierzających na czyn. Szybko więc złożyłem wędki przebrałem się w bardziej zdatne do brudnej pracy ubrania i złapawszy za szpadel pobiegłem na miejsce zbiórki. Gdzie wśród ciętego męskiego żartu wzrastało morale do pracy. Frekwencja dopisała więc gospodarz łowiska mógł podzielić ludzi na zespoły i zrealizować sporo zaległych prac. Więc sobota upłynęła pracowicie. Za to na świeżym powietrzu i w znakomitym towarzystwie. Przesunąłem więc wędkarskie plany na niedzielę 23.02.2020 i z tą myślą czekałem niecierpliwie niedzieli.

Czytaj dalej….

Lutowa tyczka.

Niedziela drugiego lutego naciągnęła szybko a poprzedzona czynem na rzecz mojego ulubionego łowiska zapowiadała się całkiem owocnie. Byłem nastawiony bardzo mocno na łowienie tyczką jednak bardzo porywisty wiatr i obawa o nie tani sprzęt bardzo zawęziła wybór łowiska, do miejsca osłoniętego przed wiatrem. Długość tyczki musiałem również ograniczyć do około ośmiu metrów ale z uwagi na równe dno na łowisku nie miało to za dużego znaczenia. Ponownie musiałem się również mierzyć z niskim poziomem wody i głębokość łowiska oscylowała w okolicy 1,5m.

Czytaj dalej….