Nie potrzebowałem ludzi -potrzebowałem ciszy, wody i porządku w głowie.

IMAG0253

W Nie pojechałem nad wodę tylko po ryby. Pojechałem odzyskać ciszę, której od dawna mi brakowało.

psychologii istnieje pojęcie piramidy potrzeb. Na trzecim miejscu specjaliści układający tę piramidę umieszczają potrzebę przynależności. Jest to istotne dla większości społeczeństwa. Ja jednak, z racji pracy z dużą liczbą osób i posiadania licznej jak na obecne warunki rodziny, chętnie pomiędzy trzecim a czwartym poziomem tejże piramidy umieściłbym potrzebę samotności.

Czytaj dalej….

Kawałek październikowego złota – ciężko wypracowany karp.

IMAG0225

Jesienna woda nie daje nic za darmo, ale kiedy w końcu oddaje rybę, człowiek pamięta taki moment bardzo długo.

Październik wszedł już prawie w drugą dekadę, a mnie tęskniło się za łowieniem karpi. Miałem co prawda mały wyjazd na karpia w nocy z soboty na niedzielę, jednak bez większych efektów. Bardzo chciałem poprawić swoje łowienie w jesiennej, stopniowo ochładzającej się wodzie, które, będąc szczerym, mocno u mnie kuleje.

Czytaj dalej….

Październikowe amury – nie odwiódł mnie od nich nawet ból pleców.

IMAG0167 e1508325593279

Rozsądek kazał zostać w domu. Pasja kazała jechać i właśnie dlatego ta noc smakowała podwójnie.

Pracowałem dzielnie przez większość soboty, ręcznie wynosząc w dwudziestolitrowych wiadrach gruz powstały po wcześniej zwalonym stropie w pomieszczeniu gospodarczym, które mam zamiar przekształcić w gospodarczą kuchnię, gdzie bez przeszkód będę mógł oddawać się winiarstwu, piwowarstwu, wędliniarstwu, przetwórstwu płodów ogrodu oraz produkcji przynęt i zanęt. Oczami duszy widząc siebie gospodarującego w tym przyszłym raju, przykładałem się srogo do pracy, by jak najszybciej zrealizować kolejne z moich marzeń.

Czytaj dalej….

Październikowa zasiadka karpiowa i mocne poranne brania.

IMAG0146

Po takiej nocy człowiek chciał tylko jednego, ciszy, kawy i ryby, która wreszcie da znak, że było warto czekać.

Październikowe dni mijały jak błyskawica. Ostatkiem tchu dobrnąłem do przedłużonego o jeden dzień weekendu, a byłem wszystkim tak sfrustrowany, że moim jedynym marzeniem było pojawienie się nad wodą i spokojne połowienie ryb.

Czytaj dalej….

Spontaniczny wypad na ryby i dwa szybkie brania karpi.

DSC 1040

Nie miałem całego dnia. Miałem tylko trzy godziny i właśnie dlatego nie mogłem ich zmarnować.

Nadszedł czternasty września i nadarzyła się okazja, by ponownie pojawić się nad wodą. Wziąłem więcej wolnych godzin, niż potrzebowałem na załatwienie spraw, i zostały mi około trzy niewykorzystane godziny przed planowanym powrotem do domu w okolicach szesnastej. Mam taki zwyczaj, że stale wożę sprzęt w aucie, na wypadek gdyby pojawiła się okazja do spontanicznego wypadu nad wodę. Jak łatwo się domyślić, tym razem taka okazja przyszła sama.

Czytaj dalej….

Wrześniowe popołudnie karp – potrafi usunąć cały stres.

DSC 1028

To nie były tylko ryby. To był wentyl, bez którego cały stres wróciłby ze mną do domu.

Wrzesień nieustannie parł do przodu. Po wspaniale spędzonej rodzinnej niedzieli nad wodą nadarzyła się dla mnie kolejna okazja do pobytu nad wodą, i to w godzinach, które w tym roku bardzo słabo eksploatowałem wędkarsko.

Wróciłem więc z pracy i dowiedziałem się, że moje stado wyjeżdża na urodziny do dziadka Jurka, z którym ja nie utrzymuję żadnych kontaktów. Korzystając z okazji, po błyskawicznie zjedzonym obiedzie mogłem połowić kilka godzin w popołudniowych godzinach.

Czytaj dalej….

Wrześniowy rodzinny wypad na ryby i powrót do równowagi.

DSC 0032

Ten weekend nie dał mi wielkich ryb. Dał mi coś lepszego, znowu poczułem, że żyję.

Wrzesień to miesiąc, który rokrocznie przynosi mi największe sukcesy wędkarskie i niezmiennie kojarzy mi się z rybami. Zawsze starałem się, by ten jakże ważny dla wędkarzy miesiąc obfitował w wyprawy umożliwiające złowienie życiowych okazów. Wyobraźcie sobie więc, jak bardzo cierpiała moja wędkarska dusza, gdy kalendarz wskazywał koniec pierwszej dekady września, a ja nie miałem możliwości choćby pięciominutowego pobytu nad wodą. Serce bolało, ale nie miałem innego honorowego wyjścia z sytuacji, jak po prostu rzetelnie pracować.

Czytaj dalej….

Miałem tylko trzy godziny, a woda i tak oddała pięknego karpia.

DSC 0000032

Nie miałem całej nocy. Miałem tylko świt, kubeł kawy i jedną szansę, żeby w końcu odetchnąć.

Czas pędzi nieubłaganie do przodu i bezpowrotnie przemija. Tak samo przeminął mój urlop, a ja po pierwszych dniach w pracy po prostu musiałem pojawić się nad wodą i posiedzieć w spokoju. Przy okazji chciałem też poukładać sobie w głowie kilka spraw.

Czytaj dalej….

Wyprawa na łowisko EL DORADO.

100 2406Urlop mknął niczym górski strumień i nim się obejrzałem nadszedł czas na spędzenie trzech dób na łowisku karpiowym EL Dorado położonym w miejscowości Kondradowa na obrzeżach Nysy.

Powiem wam najmilsi że z wyjazdem tym wiązałem wielkie nadzieje śledząc facebookowe wpisy gospodarza łowiska marzyłem że w końcu będę mógł się sprawdzić pod względem karpiowego rzemiosła.

Pokonałem więc moim wiekowym kempingiem dystans nieco przekraczający pięćdziesiąt kilometrów po bocznych szalenie malowniczych drogach. Podziwiając złocące się zboża i góry w tle. Towarzyszyła mi w tej ekspedycji moja kochana córeczka dla której również miał być to wyjazd roku oraz zarazem próba przetrwania kilku dni bez udogodnień dwudziestego pierwszego wieku. Czytaj dalej….

Nocne karpiowanie z Magdaleną.

DSC 0887Minął czerwiec i mimo masy wyzwań w pracy i w domu pozostawił po sobie masę cudownych wrażeń i sporo bardzo przyzwoitych ryb na mojej rozkładówce. Ale pozostawił również uczucie, uczucie niespełnionego obowiązku i odczucie zaniedbania dzieci. Tak się wam zwierzę, że jakikolwiek wyjazd powyżej doby z domu powoduje u mnie straszliwe uczucie tęsknoty za dziećmi i żoną i domem. Chociaż z drugiej strony emocje związane z powrotem taty są również wspaniałe nie mniej nie lubię gdy moje pociechy tęsknią do taty zbyt długo. Czytaj dalej….