Listopadowe karpiowanie, nostalgia i ryba, której nie zdążyłem zaciąć.

listopad ryby 6

Pojechałem nad wodę po ciszę, ale tego dnia najważniejsze i tak czekało na mnie w domu.

Tradycyjnie dni mojego życia pędziły i mijały, aż dobrnąłem do piątku, drugiego listopada, kiedy to miałem dzień wolny od pracy i postanowiłem, korzystając ze wspaniałej pogody, spędzić kilka zacnych chwil nad wodą.

Pojechałem uzbrojony w minimalistyczną wersję mojego ekwipunku. Zabrałem jedynie wędziska, sprzęt carpcare i małe opakowanie ulubionej jesiennej zanęty melasowanej alkoholem. Na przynętę użyłem ostatnich kilku kulek, które poniewierały się gdzieś w czeluściach torby.

Czytaj dalej….

Ostatni dzień urlopu- ryby również wybrały się na urlop.

IMAG0205

Możesz nie złowić żanej ryby… ale zabrać ze sobą coświecej.

Urlop chylił się ku końcowi, a właściwie siedemnasty września był jego ostatnim dniem. Moja małżonka, w przededniu tego dnia, który wywoływał u mnie chandrę, przytuliła mnie i przepraszając powiedziała, że wie, iż nie połowiłem na urlopie. Ja mimo wszystko uśmiechnąłem się i odpowiedziałem, że to nieistotne, bo i tak cudownie spędzałem czas z wami.

Czytaj dalej….

Nie pojechałem na wielką zasiadkę. I tak wróciłem z dwoma amurami.

IMAG0179

Czasem nie trzeba długiej zasiadki, żeby wydarzyło się coś konkretnego.

Schyłek urlopu postanowiłem wykorzystać stricte wędkarsko. Niestety postanowienia to jedno, a rzeczywistość to drugie i nie bardzo mogłem pozwolić sobie na przesiedzenie kilku dni nad wodą, choć miałem na to ogromną ochotę. Chciałem odseparować się od całego życia, zapaść w dzicz i integrować się z naturą.

Moja małżonka była gotowa przystać na taki wypad. Można powiedzieć, że po cichutku pakowałem już kemping i miałem upatrzony ustronny zbiornik, na którym tylko nieliczni potrafią wędkować, a jeszcze mniej osób w ogóle zdaje sobie sprawę z jego lokalizacji. Właśnie dlatego nie wspominam o nim na łamach mojego bloga.

Czytaj dalej….

Miałem tylko chwilę nad wodą. Wystarczyło na amura i karpia.

karp amur sierpień 2018 3 1

Nie pojechałem nad wodę po rekord. Pojechałem po oddech. A woda dorzuciła do tego amura i karpia

Czas upływał, a ja mimo rozpoczętego urlopu nie miałem szans na pojawienie się nad wodą. Serce bolało mnie okrutnie, dusza rwała się nad wodę, ale życie złośliwie samo ustawiało swoje priorytety w sposób uniemożliwiający mi pojawienie się nad łowiskiem.

W końcu, jedenastego sierpnia, mogłem tak poprzestawiać sprawy, by we wczesnych godzinach porannych pojawić się nad wodą i spróbować skusić do brania jakieś karpiowate. Odczułem jednak przy tych moich mikrowypadach brak regularności i konsekwencji w nęceniu, choćby symbolicznymi ilościami, moich stałych bankówek.

Czytaj dalej….

Pojechałem po relaks, łowiłem karpie i amury – pierwsze nagranie.

IMAG1223

Pojechałem nad wodę po spokój, a wróciłem z rybami, energią i nową zajawką na blogowanie.

Lipiec przekroczył swoją połowę szybciej niż zdołałem się obejrzeć . Dorosłość przytłaczała moją osobę i ciągnąłem na resztkach energii. Byłem tak wymęczony że w żaden sposób nie potrafiłem się skoncentrować.  Potrzebowałem odpoczynku i chociaż odrobiny relaksu.  Czasami kosztem snu udawało mi się wyrwać na jakiś mini feeder czy tyczkę ale łowienie takie nie zapewniało mi należytej porcji relaksu i podniesienia poziomu energii moich wewnętrznych akumulatorów.  Wreszcie dzięki tygodniowemu urlopowi udało mi się wygospodarować cztery godzinny tylko dla mnie i połowić stricte karpiowo.

Czytaj dalej….

Czwarte Zawody Karpiowe o Puchar D-cy 10 BLog.

IMG 8548

IV Zawody Karpiowe o Puchar Dowódcy 10 Brygady Logistycznej na łowisku Ademac w Prószkowie przyniosły mocne emocje, piękne ryby i świetną atmosferę fair play.

Czas swoim zwykłym trybem mknął niczym błyskawica, nie zważając na nic uparcie i nieodwracalnie płynął. Wszystko w około poddawszy się jego rytmowi ulegało zmianie. A dominującym kolorem mojej okolicy była zieleń oraz srebra i złotości dojrzewających zbóż. Ostatnie sześć tygodni umknęło z mojego życia szybciej niż zwykle fakt, że realizacja postawionych zadań przynosi satysfakcję, zwłaszcza, gdy służy się tak jak ja z doborowymi ludźmi. Ludźmi, którzy reprezentują podobne wartości, które ja wyznaje wtedy przebywanie w towarzystwie takich osób jest wielkim zaszczytem i przyjemnością.

Czytaj dalej….

Nie uciekłem od życia – Zabrałem je ze sobą nad wodę i to była najlepsza majówka.

karp amur majówka 1

Myślałem, że jadę tylko ładować baterie. Nie wiedziałem jeszcze, że ta majówka da mi znacznie więcej niż same ryby.

Spojrzałem w kalendarz i zrobiło mi się ciężko.
Dwa duże wydarzenia miały odciąć mnie od wędek na ponad miesiąc. Wiedziałem jedno. Muszę wcześniej doładować baterie nad wodą, szukając ukojenia i kontaktu z rybami.

Czytaj dalej….

Poranek był piękny, amury waleczne – końcówka brutalnie przypomniała mi o błędach.

ryby amur kwiecień wschód słońca 6

Nie każda wygrana kończy się pełnym podbierakiem. Czasem wystarczy świt, dwa amury i lekcja, którą zapamiętasz na długo.

Kwiecień wchodził właśnie w swoją trzecią dekadę. Z niecierpliwością kręciłem się w łóżku, nasłuchując pierwszych oznak budzącego się dnia, czyli wiosennych ptasich treli. Wreszcie przez uchylone okno do moich uszu dotarła melodia, na którą czekałem, śniąc niespokojnie o wędkarskich przygodach.

Czytaj dalej….

Karpiowe ostatki 2017 – śnieżny finał sezonu.

IMAG0495

To nie było zwykłe zakończenie sezonu. To był zimowy finał z ogniem, śniegiem i wodą, której nie da się zapomnieć.

Czas płynął straszliwie szybko. Szereg spraw wypełnił mój rozkład dnia tak skutecznie, że nie byłem w stanie nawet pomyśleć o wędkowaniu. Mimo wcześniejszych epizodów z tyczką i spinningiem czułem wędkarski niedosyt, a rok i wraz z nim zezwolenie powoli się kończyły. Na szczęście wielkimi krokami zbliżał się piętnasty grudnia, a wraz z nim zaplanowany i długo oczekiwany ostatni wypad na karpie w sezonie 2017, połączony z zakończeniem sezonu Sekcji Wędkarskiej 10 Brygady Logistycznej.

Czytaj dalej….

Pierwszy szron, pełnia i karp na dobry początek dnia.

IMAG0322

To nie była zwykła poranna zasiadka. To był taki świt, po którym człowiek wraca do domu lżejszy o cały ciężar tygodnia.

Gładko dobrnąłem do dnia czwartego listopada. Budząc się rano, stwierdziłem, że nie mogę zmarnować tak pięknej soboty, zwłaszcza że poprzednią poświęciłem na rodzinne kiszenie kapusty na zimę. Ucałowałem rozkosznie śpiącą małżonkę i wymknąłem się z domu niczym duch.

Czytaj dalej….