To nie były tylko ryby. To był wentyl, bez którego cały stres wróciłby ze mną do domu.
Wrzesień nieustannie parł do przodu. Po wspaniale spędzonej rodzinnej niedzieli nad wodą nadarzyła się dla mnie kolejna okazja do pobytu nad wodą, i to w godzinach, które w tym roku bardzo słabo eksploatowałem wędkarsko.
Wróciłem więc z pracy i dowiedziałem się, że moje stado wyjeżdża na urodziny do dziadka Jurka, z którym ja nie utrzymuję żadnych kontaktów. Korzystając z okazji, po błyskawicznie zjedzonym obiedzie mogłem połowić kilka godzin w popołudniowych godzinach.
Czytaj dalej….









