Październikowe karpie.

26 października i minął kolejny miesiąc zanim miałem szansę pojawienia się nad wodą, skrzętnie ją wykorzystałem tym bardziej że przyroda wchodziła w stadium jesieni. Pierwsze liście zmieniały już barwy spadały i zaczęły pływać po łowisku, tańcząc swój balet  po powierzchni wody porywane podmuchami wiatru. Przebłyski słońca jednak umilały całą aurę i czyniły temperaturę całkiem znośną. Świat był wspaniały skłaniał do refleksji nad przemijającym czasem a okres wzmożonego przed zimowego żerowania dawał spore szanse na spotkanie z rybą,. Nie dałem się zapędzić na ścieżki umysłowych rozważań, maiłem jasno określone cele, spotkanie z rybą, poczucie klimatu jesiennego łowienia i naładowanie baterii.  

Czytaj dalej….

Sierpniowa metoda.

Pojawianie się na rybach w miesięcznych cyklach, czyniło mnie lekko smutnym. Moje życie tradycyjnie prawie pozbawione czasu na własne przyjemności zaczęło mnie męczyć i rozpocząłem rozważania nad zmianą swojego statusu. Myślę by to zrobić aby się realizować w mojej głowie kiełkuje pewien pomysł jednak brakuje odwagi by porzucić służbę która daje mi masę satysfakcji ale i zabiera masę czasu. Czasu którego nie da się już cofnąć. Stwierdziłem więc że czas się na chwile zatrzymać i przemyśleć spokojne swoje sprawy. Gdzie myśli się lepiej niż na rybach? Naturalną rzeczą stało się dla mnie to że jak coś wymaga rozważenia w samotności to uciekam nad wodę do przyrody, daje sobie czas na oczyszczenie głowy i rozpoczynam analizę.

Czytaj dalej….

Zawody Karpiowe “Czarny Karp”.

Od 22 marca do 28 czerwca minął szmat czasu, ja niestety nie miałem możliwości cieszyć się wędkarskim hobby. Sprawy rodzinne, służbowe,  wyjazdy pochłonęły w sposób bardzo skuteczny cały mój dostępny czas.  Ale nadszedł ten czas że i spragniony popatrzy jak inni piją wodę. Zostałem zaproszony na zawody Czarny Karp rozgrywane na Czarnym stawie przepięknej i malowniczej wodzie. Kuszącej tym bardziej że dostęp osób postronnych jest szalenie ograniczony. Dzień wcześniej odbyłem z moim sąsiadem rekonesans na rowerach by chociaż zorientować się w układzie miejscówek na stawie i poobserwować przez chwile wodę.

Czytaj dalej….

Pierwsze ryby 2024r.

Długo mi było czekać na pierwsze ryby w 2024 roku aż do 11 lutego, wcześniej  nie miałem możliwości nawet pomyśleć o tym by pojechać nad wodę.  I  przyznam się wam że miałem również mieszane uczucia czy opłaca się w tak gorącym dla mnie okresie  opłacać kartę wędkarską i te kilka wyjazdów które w sezonie jest mi dane odbyć nie spędzić na łowiskach komercyjnych.

Czytaj dalej….

Lipcowy bat i feeder.

Czas pędził wielkimi susami i przeskoczyłem czerwiec nie znajdując nawet jednej minuty by pojawić się nad wodą. Nie byłem tak dawno na rybach że moi synowie podczas rozmów telefonicznych zaczęli upominać  się o wspólne ryby. Miałem w głowie chytry plan który chodził mi po głowie od dłuższego czasu i spędzając miesiąc na wyjeździe służbowym śnił mi się nocami.

Bardzo chciałem wrócić do łowienia na bata w taki fajny sposób jak robiłem to w latach mojej młodości czyli z minimum sprzętu, minimum zanęt i minimum przynęt. Chciałem uwolnić się od ton akcesoriów i czerpać tylko z kwintesencji wędkarstwa.

Czytaj dalej….

Majowe popołudnie z Wojtkiem.

Łakomczuch który pochłaniał w sposób nienasycony mój czas ponownie wziął wielki kęs i z mojego życia dla spraw służbowych zostało wycięte następne kilkadziesiąt dni. Służba to surowa matka która od sowich dzieci wymaga poświęceń, więc i mi wypadało ponownie opuścić ciepło domowego ogniska i wyjechać w  kierunku wschodzącego słońca na kolejne dni. Tylko dobrodziejstwa dzisiejszej technologii pozwalają utrzymywać stały kontakt z rodzinami osładzając czas spędzony bez bliskich.

Czytaj dalej….

Majówka 2023

Czas płynął niczym nurt dzikiej, wezbranej rzeki. Ja czułem się jakbym przez ten nurt był porwany, zbyt zmęczony by płynąć pod prąd, zbyt słaby by uchwycić się czegoś i zatrzymać chociaż na chwilę. Nie pozostawało mi nic innego jak płynąć z tym nurtem i uważać by moja głowa była na powierzchni.

Czytaj dalej….

Mroźna metoda.

W niedzielę 20 listopada mróz mocno przycisnął świat pokrył się szronem a i chłód skutecznie zniechęcił mnie do spinningu. Miałem co prawda wielką ochotę po serwisie wypróbować silnik i nawiedzić kilka miejscówek na Odrze, jednak wraz z wiekiem cenię sobie poczucie komfortu termicznego. Zdecydowałem się więc odłożyć wypad na nieco późniejszą godzinę i spróbować swoich sił w feederach. Pojawiłem się wraz z sąsiadem Michałem który poczuł wędkarskiego bakcyla w tym sezonie na gliniaki w celu podjęcia próby złowienia czegokolwiek.

Czytaj dalej….

Dobre momenty.

Sidney Polak w swoim utworze śpiewał „Dobre momenty, jak fotografie, Zbieram w swej głowie jak w starej szafie”, tak i ja zbierałem dobre wędkarskie momenty, na świecie królował już listopad woda stała się naprawdę zimna a ryba kapryśna. Boleśnie przekonałem się o tym startując w zawodach w fedderze klasycznym na ukochanym Śródlesiu 2 rozgrywanych 6 listopada, schodząc o przysłowiowym kiju z łowiska.  Późniejsza analiza mojego nieudanego połowu pozwoliła mi wykryć swój błąd ale o tym wspomnę może kiedy indziej. Chociaż… do błędów trzeba się przyznać i braku większych sukcesów upatruję się w braku sygnalizacji brani. Feeder klasyczny w zimnej wodzie na około 60-70 metrze na żyłce przy mega delikatnych braniach był mocno losowy. Tyle razy wspominałem o sygnalizacji na wszelkiego rodzaju grupach i forach a sam padłem ofiarą jej braku. Kilka razy wyciągając wyssane robaki na haku. Nic to lekcja pokory została odebrana i wnioski ponownie zostały wyciągnięte a bolesne zero pozwoli na dłużej pamiętać przyczynę porażki.

Czytaj dalej….

Październikowe ostatki.

Wypad wędkarski na Śródlesie miał być początkiem kilkudniowego łowienia, niestety obowiązki które wypada przedłożyć nad przyjemności wynikające z hobby wyłączyły moją osobę z wędkowania do niedzieli 30 października. Serce rwało się nad wodę by zaczerpnąć jak najwięcej z jesiennego klimatu łowienia tym bardziej urokliwego że słońce wspaniale podświetlało pozostałości bajecznie kolorowych liści. Czyniąc kolory intensywnymi i bardziej wyrazistymi. Dodatkową korzyścią było to że jeszcze co nieco ogrzewało poprawiając komfort termiczny łowienia.

Czytaj dalej….