Dałem temu łowisku mnóstwo pracy, a ono w końcu oddało mi to w najprostszy możliwy sposób, pięknym dniem i dobrymi rybami.
Na świecie od kilku tygodni gościła już wiosna. Wspaniałe słoneczko swoimi ciepłymi promieniami wybudziło przyrodę z zimowej hibernacji. Szaro bure drzewa okryły się bogactwem pąków i młodych listków, a kwitnące gatunki przybrały kwiecistą szatę. Świat nabierał soczystości młodej, pełnej soków wiosennej trawy i eksplodował na nowo życiem. Wszędzie zagościła wiosna, tylko nie w mojej duszy. Tam wciąż trwała zimowa stagnacja. O dziwo nie była ona spowodowana obowiązkami czy brakiem czasu, ale pracami społecznymi na rzecz łowiska, którym poświęcałem wszystkie wolne chwile.









