Dobre momenty.

Sidney Polak w swoim utworze śpiewał „Dobre momenty, jak fotografie, Zbieram w swej głowie jak w starej szafie”, tak i ja zbierałem dobre wędkarskie momenty, na świecie królował już listopad woda stała się naprawdę zimna a ryba kapryśna. Boleśnie przekonałem się o tym startując w zawodach w fedderze klasycznym na ukochanym Śródlesiu 2 rozgrywanych 6 listopada, schodząc o przysłowiowym kiju z łowiska.  Późniejsza analiza mojego nieudanego połowu pozwoliła mi wykryć swój błąd ale o tym wspomnę może kiedy indziej. Chociaż… do błędów trzeba się przyznać i braku większych sukcesów upatruję się w braku sygnalizacji brani. Feeder klasyczny w zimnej wodzie na około 60-70 metrze na żyłce przy mega delikatnych braniach był mocno losowy. Tyle razy wspominałem o sygnalizacji na wszelkiego rodzaju grupach i forach a sam padłem ofiarą jej braku. Kilka razy wyciągając wyssane robaki na haku. Nic to lekcja pokory została odebrana i wnioski ponownie zostały wyciągnięte a bolesne zero pozwoli na dłużej pamiętać przyczynę porażki.

Czytaj dalej….

Listopadowy spinning.

Pierwszy listopada to melancholijny dzień, dzień przeznaczony na wspomnienie bliskich i tradycyjne odwiedziny miejsc ich spoczynku. I ja jak co roku oddałem się rodzinnie tradycji odwiedziłem nekropolie a że wybrałem godziny przedpołudniowe po obiedzie pojawiło się okienko czasowe a zarazem pogodowe. Wpadłem więc na pomysł by poszukać okoni na jednej z pobliskich żwirowni na której żyje całkiem niezła populacja tej ryby co prawda raczej tych mniejszych ale jak jest dzień to da się do przysłowiowego omdlenia ręki połowić. Zawsze raźniej łowi się we dwoje więc co ostatnio robi się tradycją zaprosiłem młodego adepta sztuki wędkarstwa Michała mieszkającego tuż za płotem.

Czytaj dalej….

Październikowe ostatki.

Wypad wędkarski na Śródlesie miał być początkiem kilkudniowego łowienia, niestety obowiązki które wypada przedłożyć nad przyjemności wynikające z hobby wyłączyły moją osobę z wędkowania do niedzieli 30 października. Serce rwało się nad wodę by zaczerpnąć jak najwięcej z jesiennego klimatu łowienia tym bardziej urokliwego że słońce wspaniale podświetlało pozostałości bajecznie kolorowych liści. Czyniąc kolory intensywnymi i bardziej wyrazistymi. Dodatkową korzyścią było to że jeszcze co nieco ogrzewało poprawiając komfort termiczny łowienia.

Czytaj dalej….

Październikowe leszcze na Śródlesiu.

Czas ponownie przyśpieszył w moim życiu zakończyłem jednak jeden z bardziej gorących okresów w tym roku i znalazłem kilka chwil by pojawić się nad wodą w celach wędkarskich. Połączyłem wyprawę na ryby z donacją krwi, nie chciałbym wybrzmieć w taki sposób że przysługujące dni ustawowo wolne od pracy są głównym powodem składania donacji bo sprawa jest głębsza i płynie z chęci pomocy drugiemu człowiekowi. Jednak gdy pojawiają się dwie szanse na wyjazd na ryby przy tak długich okresach postu wędkarskiego, to zgrzeszyłbym mówiąc że skwapliwie ich nie wykorzystałem i nie planowałem donacji w taki sposób by stanowiła ciągłość z weekendem. Tu na swoje usprawiedliwienie też dodam że zwykle nie robię takich ruchów ze względu na obciążenie punktów poboru krwi w dni tuż przed weekendem i tuż po.

Czytaj dalej….

Wrześniowa tyczka.

Zachęcony ostatnimi sukcesami które przyniosła mi wyprawa na feedery w dniu trzeciego września postanowiłem dołowić się jeszcze bardziej i posmakować ciężkiej wędkarskiej orki, którą przynosi tyczka. Zwarzywszy na to że najbardziej gabarytowy element miałem już zapakowany w samochodzie, pakowanie na tyczkę było mniejszym wyzwaniem niż za zwyczaj uwinąłem się zaledwie w trzydzieści minut.  Wyprawę planowałem na godziny poranne więc nad wodą planowałem być nieco przed 6 rano.  Rozłożenie całego majdanu i przygotowanie zanęt zajęło mi blisko godzinę i mogłem przystąpić do łowienia.

Czytaj dalej….

Wrześniowa metoda.

Nim się obejrzałem nastał wrzesień, natłok zadań służbowych i wyjazdów zabrał mi kolejny miesiąc z wędkarskiego życia. Desperacja by pojechać na ryby, była tak ogromna że nikt z moich bliskich nie śmiał zaprotestować i trzeciego września, wyposzczony niesamowicie, pojawiłem się nad wodą. W planach była metoda jak ja to określam na bogato czyli z koszem i zachowaniem jak największej precyzji łowienia. Od kilku sezonów mam przyjemność doceniać praktyczność i wygodę jakie daje kombajn wędkarski, owszem wiem że ciężki, że gabaryt ale jednak zalety rekompensują wady i wychodzi na wielki plus. Wybrałem najbliższe mojemu miejscu zamieszkania łowisko moje gliniaki.

Czytaj dalej….

Lipcowe Śródlesie.

We wtorek 3 lipca znalazłem czas by podzielić się częścią siebie z potrzebującymi, udałem się więc do centrum krwiodawstwa gdzie udzieliłem donacji z płytek krwi. Po złożeniu donacji wykorzystałem czas wolny i udałem się na ulubione łowisko. Oczywiście roztargniony i wybity z rytmu wyprawowego zapomniałem podbieraków, co z kolei skutkowało potrzebą odbycia blisko 40km podróży ponownie. Małe perypetie związane z pamięcią spowodowały znaczne skrócenie czasu który miałem do dyspozycji na łowienie. Początkowo planowałem w spokoju posiedzieć nad wodą cały dzień połowić sobie do syta ryb. Niestety oddanie płytek chwilę trwa a i konieczność dodatkowych podróży, pozwoliło mi pojawić się na łowisku w okolicach godziny 13. Dobra i trzynasta pomyślałem sobie, rozkładając na tempa fotel wędki i parasol. Sprzyjała mi pochmurna pogoda z przelotnymi opadami deszczu, która świetnie łagodziła skutki upałów i dawała nadzieję na znakomite brania, zwłaszcza brania leszczy na które naprawdę warto udać się nad malownicze Śródlesie.

Czytaj dalej….

Majowe samotne popołudnie.

W poniedziałek 16 maja miałem dzień wolny, musiałem odpocząć w spokoju od natłoku spraw których ilość przytłacza i sprawia dyskomfort psychiczny. Pomimo wielu zaległości do nadrobienia w domu postanowiłem chociaż kilka godzin przeznaczyć na relaks i naładowanie baterii. Potrzebowałem, samotności, spokoju, ciszy, kontaktu z przyrodą, miałem potrzebę oderwania się od trosk dnia codziennego i skierowania myśli na inne tory niż zazwyczaj.  Niestety życie miało tradycyjnie w nosie moje potrzeby, na cito musiałem ogarnąć dwie pilne sprawy związane ze zdrowiem i dopiero w godzinach mocno popołudniowych znalazłem czas na ukochane hobby.

Czytaj dalej….

Urodzinowy karp Karoliny.

Maj jeden z najpiękniejszych miesięcy i w tym miesiącu moja najdroższa połowa obchodzi urodziny. Dnia 14 maja chciałem zaskoczyć moją najdroższą i skoro świt udałem się po zamówiony wcześniej bukiet czerwonych róż. Dzieci uprzedzone odpowiednio wcześniej czekały z laurkami i życzeniami na mój przyjazd. Zaskoczyliśmy małżonkę i wykonaliśmy wspólnie „sto lat” na jej cześć po złożeniu życzeń nastąpiła część poczęstunkowo degustacyjna małej rodzinnej uroczystości.  

Czytaj dalej….

Spóźniona majówka 2022.

Maj w swej karasie zawitał na dobre, wspaniała pogoda i eksplozja, świeżej wiosennej zieleni. Wiosna malowała świat przecudownymi barwami, wiosnę dało się czuć wszelkimi zmysłami. Serce rwało się na ryby niestety praca nie pozwalała realizować pasji. Spędzałem kolejny tydzień na wyjeździe a portale społecznosciowe zalewały zdjęcia z majówek, zdjęcia szczupaków, zdjęcia karpi, boleni, okoni i zdjęcia pokrytych jeszcze tarłową wysypką leszczy. Nic poza cichym zazdroszczeniem majowym łowcom nie mogłem zrobić. 

Czytaj dalej….