Lipcowa niedziela.

Czas tradycyjnie pędził w sposób niesamowity i pracując dzielnie przy malowaniu elewacji mojego domu nie wykorzystywałem w pełni urlopu do odpoczynku. W niedzielę 18 lipca spragniony kontaktu z rybami wygospodarowałem chwilę dla siebie by oddać się pasji która sprawia mi tyle radości i przyjemności.  Zafascynowany nowymi feederami chciałem ponownie dać im szansę na spotkanie z jakimiś bardziej zacnymi przedstawicielami ichtiofauny zamieszkującymi moje glinianki.

Czytaj dalej….

Imieninowe ryby z córką.

Jak mawiają najstarsi wędkarze nie samym sandaczem człowiek żyje. A gdzieś między kolejnymi wypadami na te szlachetne ryby narodziła się w mojej głowie koncepcja dystansowego łowienia feederem. Jestem osobą która szybko swoje koncepcje przekuwa w rzeczywiste czyny więc nim się obejrzałem moja kolekcja wędzisk powiększyła się o zestaw dystansowych feederów i odpowiednio dobrane do nich kołowrotki. Sprzęt leżał i czekał na testy a moje oczy przysłonięte były sandaczami.

Czytaj dalej….

Start sezonu sandaczowego 2021.

Wielkimi krokami nadchodził długo wyczekiwany czas. Czas w którym noc miesza się z dniem a dzień  z nocą, czas gorączki i czas polowania na mętnookie. Zakłócony tradycyjnie pracą więc nie mogłem wyruszyć skoro świt. W zasadzie dobrze że nie było możliwości pojawienia się wcześniej nad wodą bo gdy przyjechałem na miejsce zadziwiła mnie liczba łódek które stały w kolejce do wyciągnięcia z jeziora.  W roku 2021 dyrektor biura okręgu w swoim zarządzeniu przedłużył okres ochronny sandacza na części zbiornika co wywołało srogie oburzenie w śród co bardziej mięsnej braci wędkarskiej. Miejmy nadzieję że korzystnie za to wpłynie na populacje sandacza w Turawie.

Czytaj dalej….

Mistrzostwa koła pzw Dąbrowa w wędkarstwie Karpiowym.

Maj płynął niezwykle szybko, a ja nadal prostowałem sprawy w organach związkowych zwanych szumnie sądami koleżeńskim, szanowni koledzy nie spodziewali się jednak że ktokolwiek sprzeciwi się ich działaniom i nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać. Nie spodziewali się osoby z doświadczeniem i potrafiącej co nieco czytać, dodatkowo wspartej przez bardzo pomocną kancelarię adwokacką i przesympatyczną Panią Mecenas. Może będzie to materiał na osobny wpis zastanowię się czy takimi wspomnieniami kalać mojego bloga. 

Czytaj dalej….

Majowe okonie.

Nastał maj a ja tradycyjnie zmęczony pracą i sytuacją covidową szukałem sposobności by wyrwać się na rybki. Z pomocą przyszedł prezes mojego koła Jarosław dzwoniąc z informacją że okonie są dziś baaardzo aktywne. Jak wiecie szanowni okonie są moim małym bzikiem i uwielbiam poławiać te wspaniałe, kolorowe, waleczne ryby. Pokusa była podwójna gdyż specjalnie na potrzeby pasiastych żarłoków w torbie pojawiło się kilkanaście nowych wzorów przynęt w tym kilka które jako jeden z nielicznych miałem przyjemność testować.

Czytaj dalej….

Kwietniowy rodzinny weekend.

Kwiecień miał się już ku schyłkowi, mimo braku czasu z racji zaangażowania w walkę o lepszy polski związek wędkarski , udało się rodzinnie wyskoczyć nad wodę i to nawet dwukrotnie. Bardzo lubię spędzać czas z rodziną a szczególnie na rybach cieszy minie sam fakt przebywania nad wodą a przyznam się dodatkowo że pękam z dumy gdy moja rodzina garnie się do łowienia.

Czytaj dalej….

Pierwszy karp Magdy 2021.

Niespełna tydzień minął od pierwszej wyprawy na ryby w roku 2021 a ja już w piątek słyszałem pytania z ust rodziny, „Kiedy pojedziemy na ryby?”. Pogoda dnia 6 marca nie była najgorsza więc wraz z całą ferajną udaliśmy się na „nasze” glinianki w celu spędzenia kilku godzin nad wodą. Zabrałem ciężki sprzęt karpiowy, feedery dla Magdalenki  termos z herbatą, przekąski, zapakowałem rodzinę do mojej dzielnej wysłużonej już co nieco skody. Po kilku  minutkach byliśmy na miejscu, chłopacy srogo dokazywali więc nie było mi  łatwo znaleźć chwilę by rozłożyć wędziska karpiowe. więc uwaga skupiła się jedynie na feederach, które nadzorowała Magdalena.

Czytaj dalej….

Pierwsze ryby 2021.

Ostra zima oraz wyzwania zawodowe nie pozwoliły pojawić się z wędką nad wodą aż do 28 lutego 2021 roku. W końcu nadszedł ten dzień, radośnie pakowałem wędki do auta i wszedłem na chwilkę do domu by namoczyć co nieco pelletów na pierwszą wyprawę z feederem. Zaciekawiona małżonka zapytała się „A gdzie to się pan mąż wybiera?” oczywiście odpowiedziałem że na rybkę. W odpowiedzi moje kochanie zamrugało figlarnie rzęsami i usłyszałem „Oszalałeś sam, ja też chcę!”.

Czytaj dalej….

Ostatnia grudniowa tyczka 2020.

Minął kolejny miesiąc po uzyskaniu przeze mnie statusu ozdrowieńca, rehabilitacja i ćwiczenia przynosiły dość wymierne skutki a mój organizm zaczął odzyskiwać siły. Dwunastego grudnia poczułem się na tyle pewnie że odważyłem się wybrać z tyczką nad wodę, w nadziei na spotkanie z karpiami z zarybień postanowiłem dołożyć również feeder do zestawu by popróbować na metodę skusić jakiegoś karpia. Wielkim wysiłkiem było spakowanie całego majdanu do samochodu i późniejsze jego rozstawianie, musiałem zmienić przepocone ubrania by czuć się komfortowo termicznie na łowisku.

Czytaj dalej….

Po covid-owe ryby.

W październiku 2020 roku, mój organizm poddał się zdradzieckiemu wirusowi i dołączyłem do grona osób chorych na covid. Dzięki trosce służb sanitarnych o moje i innych zdrowie zostałem zamknięty na siedem tygodni w murach swojego domu.  Wraz ze mną w zamknięciu przebywała całą rodzina, ja przechodziłem dość łagodnie wirusa, niestety przygoda z covidem dla mojej małżonki zakończyła się długotrwałym pobytem na oddziale zakaźnym. Więc o rybach mogłem tylko śnić lub marzyć oglądając filmy wędkarskie. Czas jednak prostuje wiele spraw i w końcu doczekawszy się 11 listopada mogłem pojechać na ryby.

Czytaj dalej….