Wrześniowa tyczka.

Zachęcony ostatnimi sukcesami które przyniosła mi wyprawa na feedery w dniu trzeciego września postanowiłem dołowić się jeszcze bardziej i posmakować ciężkiej wędkarskiej orki, którą przynosi tyczka. Zwarzywszy na to że najbardziej gabarytowy element miałem już zapakowany w samochodzie, pakowanie na tyczkę było mniejszym wyzwaniem niż za zwyczaj uwinąłem się zaledwie w trzydzieści minut.  Wyprawę planowałem na godziny poranne więc nad wodą planowałem być nieco przed 6 rano.  Rozłożenie całego majdanu i przygotowanie zanęt zajęło mi blisko godzinę i mogłem przystąpić do łowienia.

Czytaj dalej….

Wrześniowa metoda.

Nim się obejrzałem nastał wrzesień, natłok zadań służbowych i wyjazdów zabrał mi kolejny miesiąc z wędkarskiego życia. Desperacja by pojechać na ryby, była tak ogromna że nikt z moich bliskich nie śmiał zaprotestować i trzeciego września, wyposzczony niesamowicie, pojawiłem się nad wodą. W planach była metoda jak ja to określam na bogato czyli z koszem i zachowaniem jak największej precyzji łowienia. Od kilku sezonów mam przyjemność doceniać praktyczność i wygodę jakie daje kombajn wędkarski, owszem wiem że ciężki, że gabaryt ale jednak zalety rekompensują wady i wychodzi na wielki plus. Wybrałem najbliższe mojemu miejscu zamieszkania łowisko moje gliniaki.

Czytaj dalej….

Lipcowe Śródlesie.

We wtorek 3 lipca znalazłem czas by podzielić się częścią siebie z potrzebującymi, udałem się więc do centrum krwiodawstwa gdzie udzieliłem donacji z płytek krwi. Po złożeniu donacji wykorzystałem czas wolny i udałem się na ulubione łowisko. Oczywiście roztargniony i wybity z rytmu wyprawowego zapomniałem podbieraków, co z kolei skutkowało potrzebą odbycia blisko 40km podróży ponownie. Małe perypetie związane z pamięcią spowodowały znaczne skrócenie czasu który miałem do dyspozycji na łowienie. Początkowo planowałem w spokoju posiedzieć nad wodą cały dzień połowić sobie do syta ryb. Niestety oddanie płytek chwilę trwa a i konieczność dodatkowych podróży, pozwoliło mi pojawić się na łowisku w okolicach godziny 13. Dobra i trzynasta pomyślałem sobie, rozkładając na tempa fotel wędki i parasol. Sprzyjała mi pochmurna pogoda z przelotnymi opadami deszczu, która świetnie łagodziła skutki upałów i dawała nadzieję na znakomite brania, zwłaszcza brania leszczy na które naprawdę warto udać się nad malownicze Śródlesie.

Czytaj dalej….

Majowe samotne popołudnie.

W poniedziałek 16 maja miałem dzień wolny, musiałem odpocząć w spokoju od natłoku spraw których ilość przytłacza i sprawia dyskomfort psychiczny. Pomimo wielu zaległości do nadrobienia w domu postanowiłem chociaż kilka godzin przeznaczyć na relaks i naładowanie baterii. Potrzebowałem, samotności, spokoju, ciszy, kontaktu z przyrodą, miałem potrzebę oderwania się od trosk dnia codziennego i skierowania myśli na inne tory niż zazwyczaj.  Niestety życie miało tradycyjnie w nosie moje potrzeby, na cito musiałem ogarnąć dwie pilne sprawy związane ze zdrowiem i dopiero w godzinach mocno popołudniowych znalazłem czas na ukochane hobby.

Czytaj dalej….

Urodzinowy karp Karoliny.

Maj jeden z najpiękniejszych miesięcy i w tym miesiącu moja najdroższa połowa obchodzi urodziny. Dnia 14 maja chciałem zaskoczyć moją najdroższą i skoro świt udałem się po zamówiony wcześniej bukiet czerwonych róż. Dzieci uprzedzone odpowiednio wcześniej czekały z laurkami i życzeniami na mój przyjazd. Zaskoczyliśmy małżonkę i wykonaliśmy wspólnie „sto lat” na jej cześć po złożeniu życzeń nastąpiła część poczęstunkowo degustacyjna małej rodzinnej uroczystości.  

Czytaj dalej….

Spóźniona majówka 2022.

Maj w swej karasie zawitał na dobre, wspaniała pogoda i eksplozja, świeżej wiosennej zieleni. Wiosna malowała świat przecudownymi barwami, wiosnę dało się czuć wszelkimi zmysłami. Serce rwało się na ryby niestety praca nie pozwalała realizować pasji. Spędzałem kolejny tydzień na wyjeździe a portale społecznosciowe zalewały zdjęcia z majówek, zdjęcia szczupaków, zdjęcia karpi, boleni, okoni i zdjęcia pokrytych jeszcze tarłową wysypką leszczy. Nic poza cichym zazdroszczeniem majowym łowcom nie mogłem zrobić. 

Czytaj dalej….

Pierwszy lutowy karp 2022.

W sobotę 19 lutego postanowiłem zajrzeć na glinianki byłem mocno zdziwiony gdy spotkałem rozkładającego się na nockę Darka i Jacka.  Wpadłem na pomysł na spontanie by dołączyć do zebranych wcześniej kolegów i odbyć wraz z nimi pierwszą nockę sezonu. Przygotowania chwilę mi zajęły gdyż trzeba było skompletować obsługiwany w czasie zimy sprzęt wędkarski. Przy okazji kompletowania sprzętu wpadłem na pomysł by założyć do karpiowych wędzisk podajniki do metody i łowić na drobne przynęty i haczyki, Pomysł okazał się dość niefortunny ale o tym za chwilę. Spakowałem wszystko co niezbędne do komfortowego spędzenia nocy w chłodnych lutowych warunkach w samochodzie, wrzuciłem wędki i sprzęt do metody, by podkreślić co nieco podniosłość tej zacnej chwili do ekwipunku dołączyła butelka leciwej cieczy o kolorze herbaty.

Czytaj dalej….

Spotkanie kół posiadających wody ZiW.

W dniach 8-10 października moje koło stało się organizatorem spotkania kół które posiadają łowiska złów i wypuść, wydarzenie miało charakter zawodów towarzyskich a jego nadrzędnym celem jest szeroko pojęta integracja środowiska wędkarskiego.  Miałem przyjemność współorganizować event i występować w roli sędziego. Dodatkowo na moich brakach spoczęło zamilknięcie zawodów gdyż wiele wydarzeń wędkarskich nałożyło się na siebie i moje koło jako aktywna społeczność zmuszone było trzymać wiele przysłowiowych srok za ogon.

Czytaj dalej….

Październikowy Karp.

Życie było dla moich pasji bezlitosne, do trzeciego października zaliczyłem jakieś pojedyncze dosłownie dwu godzinne wypady na ryby, małe spinningi ale obowiązki zawodowe i rodzinne nie pozwalały ładować akumulatorów nad wodą. Smutek mnie ogarniał coraz większy i żal ściskał serce bo jesień powinna obfitować w szereg wypadów wędkarskich a nie jakieś pojedyncze epizody. Zdałem sobie sprawę że zupełnie odpuściłem ciężkie karpiowe grunty metodę która dominowała w  przeszłości, postanowiłem więc wrócić do karpiowania i zaliczyć  chociaż trzy  lub cztery godziny nad wodą.

Czytaj dalej….

Lipcowa niedziela.

Czas tradycyjnie pędził w sposób niesamowity i pracując dzielnie przy malowaniu elewacji mojego domu nie wykorzystywałem w pełni urlopu do odpoczynku. W niedzielę 18 lipca spragniony kontaktu z rybami wygospodarowałem chwilę dla siebie by oddać się pasji która sprawia mi tyle radości i przyjemności.  Zafascynowany nowymi feederami chciałem ponownie dać im szansę na spotkanie z jakimiś bardziej zacnymi przedstawicielami ichtiofauny zamieszkującymi moje glinianki.

Czytaj dalej….