O Paweł Sąsiadek

Paweł Sąsiadek – wędkarz i autor bloga „Ryby Moje Życie”, gdzie dzielę się praktyczną wiedzą prosto znad wody. Łowię różnymi metodami, ale szczególne miejsce w moim wędkarskim świecie zajmują karpie i łowienie na ziarna, które sam przygotowuję i testuję w praktyce. To blog tworzony na doświadczeniu, nie teorii.

Świąteczna tyczka – na zamknięcie sezonu

IMAG0518

To nie była tylko ostatnia wyprawa roku. To było spokojne, mocne i naprawdę udane zamknięcie całego sezonu.

 Czas w pracy zwolnił. Wszyscy powoli poczuli ducha świąt i wybierali dni wolne, chcąc spędzić ten czas z rodziną. Zaledwie niewielka garstka nieszczęśników uwijała się jak w ukropie, by z końcem roku zrealizować wszystkie przedsięwzięcia zlecone przez przełożonych. Miałem to „szczęście”, że i ja należałem do tej grupy. O dniach wolnych nie mogło być mowy, więc zagryzając zęby, patrzyłem na całkiem przyjemną aurę i marzyłem o łowieniu zimnych płoci.

Czytaj dalej….

Karpiowe ostatki 2017 – śnieżny finał sezonu.

IMAG0495

To nie było zwykłe zakończenie sezonu. To był zimowy finał z ogniem, śniegiem i wodą, której nie da się zapomnieć.

Czas płynął straszliwie szybko. Szereg spraw wypełnił mój rozkład dnia tak skutecznie, że nie byłem w stanie nawet pomyśleć o wędkowaniu. Mimo wcześniejszych epizodów z tyczką i spinningiem czułem wędkarski niedosyt, a rok i wraz z nim zezwolenie powoli się kończyły. Na szczęście wielkimi krokami zbliżał się piętnasty grudnia, a wraz z nim zaplanowany i długo oczekiwany ostatni wypad na karpie w sezonie 2017, połączony z zakończeniem sezonu Sekcji Wędkarskiej 10 Brygady Logistycznej.

Czytaj dalej….

Grudniowy multi method day.

IMAG0482 2

Pojechałem nad wodę bardziej po oddech niż po wynik i właśnie dlatego ten dzień siadł tak dobrze.

Grudzień mijał pracowicie, a ja miałem zajęty kolejny weekend służbą. Z biegiem lat pogodziłem się z takim układem pracy i zajęte święta oraz weekendy zwykle odbijam sobie, wybierając należne za nie dni wolne. Służba z soboty na niedzielę była na tyle spokojna, że należne trzy godziny snu wystarczyły, by pokryć moje skromne zapotrzebowanie w tej materii.

Czytaj dalej….

Grudniowe zimne płocie – tyczka pokazuje swoje możliwości.

IMAG0405

Czekałem na ten dzień od tygodni. Kiedy w końcu usiadłem z tyczką nad wodą, płocie weszły tak, jakbym wcale nie miał prawa narzekać.

Listopad minął mi szybko, niczym mrugnięcie okiem. Intensywny czas w pracy sprawił, że dni miałem wypełnione zajęciami od rana do wieczora. Serce chciało nad wodę, ale brutalna rzeczywistość nie pozwalała spędzić choć kilku minut nad łowiskiem. Późna jesień to dla mnie szczególny czas. Czas, w którym z pasją zajmuję się rybami niedocenianymi w dzisiejszym wędkarskim światku. To czas zimnych płoci. Uwielbiam marznąć nad wodą i łowić ryby, o których w ciepłe miesiące mogę tylko marzyć. Późna jesień to moment, gdy gruba płoć żeruje wspaniale, ale też czas, w którym trzeba wykazać się nie lada finezją i wędkarskim kunsztem, by dobrze połowić.

Czytaj dalej….

Pierwszy szron, pełnia i karp na dobry początek dnia.

IMAG0322

To nie była zwykła poranna zasiadka. To był taki świt, po którym człowiek wraca do domu lżejszy o cały ciężar tygodnia.

Gładko dobrnąłem do dnia czwartego listopada. Budząc się rano, stwierdziłem, że nie mogę zmarnować tak pięknej soboty, zwłaszcza że poprzednią poświęciłem na rodzinne kiszenie kapusty na zimę. Ucałowałem rozkosznie śpiącą małżonkę i wymknąłem się z domu niczym duch.

Czytaj dalej….

Nie potrzebowałem ludzi -potrzebowałem ciszy, wody i porządku w głowie.

IMAG0253

W Nie pojechałem nad wodę tylko po ryby. Pojechałem odzyskać ciszę, której od dawna mi brakowało.

psychologii istnieje pojęcie piramidy potrzeb. Na trzecim miejscu specjaliści układający tę piramidę umieszczają potrzebę przynależności. Jest to istotne dla większości społeczeństwa. Ja jednak, z racji pracy z dużą liczbą osób i posiadania licznej jak na obecne warunki rodziny, chętnie pomiędzy trzecim a czwartym poziomem tejże piramidy umieściłbym potrzebę samotności.

Czytaj dalej….

Tak niewielu robi wiele dla tka wielu.

DSC 0621Tak niewielu robi tak wiele dla tak wielu. Taka sentencja ale jakby głębiej wejść w jej sens i rozgryźć ją na nowo. I w mojej głowie zaszła potrzeba szczególnego rozważenia tej sentencji. Musiałem srogo zastanowić się na jej sensem i powoli poukładać sobie wszystko na nowo. Składa się tak że od kilku lat stałem się właśnie jednym z tych niewielu w roku bieżącym dodatkowo zaangażowałem się w pracę we władzach koła i mocno poświęcając masę prywatnego czasu w pracę na łowisku.

Wydawać by się mogło że osoby pracujące na rzecz wszystkich powinny cieszyć się jako takim uznaniem pomijam tu pracę umysłowe a skupię się na pracach typowo fizycznych. Od lat stałą bolączką organizacji do której przynależność wnosząc stosowne opłaty deklaruje większość wędkarzy w Polsce są czyny społeczne. Może nazwa jest nieco niefortunna i w dobie powszechnej dekomunizacji rzec można „że czyny to były panie ale za komuny”. Nie mniej zjawisko obecności a w zasadzie jej braku na czynach jest można by rzec patologiczna. Śmiało patologią można nazwać zjawisko w którym z pracy nikłego procenta korzysta większość wędkarzy. Czytaj dalej….

Kawałek październikowego złota – ciężko wypracowany karp.

IMAG0225

Jesienna woda nie daje nic za darmo, ale kiedy w końcu oddaje rybę, człowiek pamięta taki moment bardzo długo.

Październik wszedł już prawie w drugą dekadę, a mnie tęskniło się za łowieniem karpi. Miałem co prawda mały wyjazd na karpia w nocy z soboty na niedzielę, jednak bez większych efektów. Bardzo chciałem poprawić swoje łowienie w jesiennej, stopniowo ochładzającej się wodzie, które, będąc szczerym, mocno u mnie kuleje.

Czytaj dalej….

Okonie potrafią zaskoczyć – odrzańśkie szaleństwo.

IMAG0178

Czasem cały dzień ratuje jedna dobra decyzja, u nas była nią szybka zmiana miejsca z Turawy na Odrę.

Październik w swoich wspaniałych, słonecznych dniach, po ponad tygodniu pluchy, szarówki i zimna, uraczył nas przepiękną paletą barw liści. Bardziej wytrzymałe na niskie temperatury drzewa pozostały w pełni zielone, a inne zdążyły już całkowicie zgubić liście. Siedząc w pracy, nie mogłem oderwać oczu od parku złożonego z topól, lip i klonów. Ich jesienne barwy wywoływały w sercu tęsknotę. Tęsknotę za przebywaniem na łonie natury i chłonięciem wszystkiego, co jesień oferuje oczom, uszom i powonieniu. Praca zawodowa i rodzina stały naprzeciw hobby, któremu zaprzedałem serce, skutecznie uniemożliwiając nacieszenie się tym wspaniałym spektaklem przyrody.

Czytaj dalej….

Październikowe amury – nie odwiódł mnie od nich nawet ból pleców.

IMAG0167 e1508325593279

Rozsądek kazał zostać w domu. Pasja kazała jechać i właśnie dlatego ta noc smakowała podwójnie.

Pracowałem dzielnie przez większość soboty, ręcznie wynosząc w dwudziestolitrowych wiadrach gruz powstały po wcześniej zwalonym stropie w pomieszczeniu gospodarczym, które mam zamiar przekształcić w gospodarczą kuchnię, gdzie bez przeszkód będę mógł oddawać się winiarstwu, piwowarstwu, wędliniarstwu, przetwórstwu płodów ogrodu oraz produkcji przynęt i zanęt. Oczami duszy widząc siebie gospodarującego w tym przyszłym raju, przykładałem się srogo do pracy, by jak najszybciej zrealizować kolejne z moich marzeń.

Czytaj dalej….