To nie była tylko ostatnia wyprawa roku. To było spokojne, mocne i naprawdę udane zamknięcie całego sezonu.
Czas w pracy zwolnił. Wszyscy powoli poczuli ducha świąt i wybierali dni wolne, chcąc spędzić ten czas z rodziną. Zaledwie niewielka garstka nieszczęśników uwijała się jak w ukropie, by z końcem roku zrealizować wszystkie przedsięwzięcia zlecone przez przełożonych. Miałem to „szczęście”, że i ja należałem do tej grupy. O dniach wolnych nie mogło być mowy, więc zagryzając zęby, patrzyłem na całkiem przyjemną aurę i marzyłem o łowieniu zimnych płoci.
Czytaj dalej….









