Listopadowe karpiowanie, nostalgia i ryba, której nie zdążyłem zaciąć.

listopad ryby 6

Pojechałem nad wodę po ciszę, ale tego dnia najważniejsze i tak czekało na mnie w domu.

Tradycyjnie dni mojego życia pędziły i mijały, aż dobrnąłem do piątku, drugiego listopada, kiedy to miałem dzień wolny od pracy i postanowiłem, korzystając ze wspaniałej pogody, spędzić kilka zacnych chwil nad wodą.

Pojechałem uzbrojony w minimalistyczną wersję mojego ekwipunku. Zabrałem jedynie wędziska, sprzęt carpcare i małe opakowanie ulubionej jesiennej zanęty melasowanej alkoholem. Na przynętę użyłem ostatnich kilku kulek, które poniewierały się gdzieś w czeluściach torby.

Czytaj dalej….

Złota polska jesień nad wodą i dzień bez ryby.

jesień tyczka browning 1

Możesz zrobić wszystko.. nie odnieść sukcesu a i tak wrócić szczęśliwym.

Czas, jak to miał w zwyczaju, parł naprzód, a wszystko w przyrodzie przemijało. Eksplozja kolorowych liści przypominała, że kolejny raz natura zatoczyła krąg życia, a śmierć, jako jego naturalna część, zaczyna zbierać swoje żniwo. Magia złotej polskiej jesieni, bogactwo kolorów i wspaniałe słońce robiły swoje.

Czytaj dalej….

Nie zdążyłem dobrze wrócić z urlopu, a już testowałem nowy kombajn nad wodą

IMAG0170

Nie zdążyłem dobrze rozpakować urlopu, a już siedziałem nad wodą, testując sprzęt, na który czekałem od tygodni.

Urlop mijał z prędkością światła. Wspaniały czas rodzinnego wypoczynku w ośrodku nad malowniczym polskim morzem pozwolił rozładować napięcia, a nieco ponad dwa tygodnie spędzone w ciszy i spokoju naprawdę dały mi odetchnąć. Czas poświęcony od rana do wieczora tylko rodzinie zaprocentował po tysiąckroć, a odświeżone relacje z dziećmi i dogadzanie im na wszelkie możliwe sposoby zmieniły moje zwykle rozbrykane pociechy w prawdziwe anioły.

Czytaj dalej….

Lutowy relaks z tyczką – który zapadł w pamięć na długo.

IMG 20180204 WA0010

Miała być tylko chwila oddechu z tyczką, a skończyło się na takich emocjach, że ta niedziela siadła w głowie na długo.

Luty już w swoich pierwszych dniach przyniósł aurę wręcz wiosenną i bardzo szybko z okolicznych wód zniknęło pięciocentymetrowe oblodzenie. Niedziela czwartego lutego była dobrym momentem, by wraz z prezesem mojego koła, Jarosławem, zrobić odrobinę przerwy w pracach na łowisku, które od kilku tygodni było sukcesywnie pogłębiane i przemodelowywane, i po raz drugi zasiąść z tyczką nad wodą.

Czytaj dalej….

Pierwszy szron, pełnia i karp na dobry początek dnia.

IMAG0322

To nie była zwykła poranna zasiadka. To był taki świt, po którym człowiek wraca do domu lżejszy o cały ciężar tygodnia.

Gładko dobrnąłem do dnia czwartego listopada. Budząc się rano, stwierdziłem, że nie mogę zmarnować tak pięknej soboty, zwłaszcza że poprzednią poświęciłem na rodzinne kiszenie kapusty na zimę. Ucałowałem rozkosznie śpiącą małżonkę i wymknąłem się z domu niczym duch.

Czytaj dalej….

Nie potrzebowałem ludzi -potrzebowałem ciszy, wody i porządku w głowie.

IMAG0253

W Nie pojechałem nad wodę tylko po ryby. Pojechałem odzyskać ciszę, której od dawna mi brakowało.

psychologii istnieje pojęcie piramidy potrzeb. Na trzecim miejscu specjaliści układający tę piramidę umieszczają potrzebę przynależności. Jest to istotne dla większości społeczeństwa. Ja jednak, z racji pracy z dużą liczbą osób i posiadania licznej jak na obecne warunki rodziny, chętnie pomiędzy trzecim a czwartym poziomem tejże piramidy umieściłbym potrzebę samotności.

Czytaj dalej….

Kawałek październikowego złota – ciężko wypracowany karp.

IMAG0225

Jesienna woda nie daje nic za darmo, ale kiedy w końcu oddaje rybę, człowiek pamięta taki moment bardzo długo.

Październik wszedł już prawie w drugą dekadę, a mnie tęskniło się za łowieniem karpi. Miałem co prawda mały wyjazd na karpia w nocy z soboty na niedzielę, jednak bez większych efektów. Bardzo chciałem poprawić swoje łowienie w jesiennej, stopniowo ochładzającej się wodzie, które, będąc szczerym, mocno u mnie kuleje.

Czytaj dalej….

Okonie potrafią zaskoczyć – odrzańśkie szaleństwo.

IMAG0178

Czasem cały dzień ratuje jedna dobra decyzja, u nas była nią szybka zmiana miejsca z Turawy na Odrę.

Październik w swoich wspaniałych, słonecznych dniach, po ponad tygodniu pluchy, szarówki i zimna, uraczył nas przepiękną paletą barw liści. Bardziej wytrzymałe na niskie temperatury drzewa pozostały w pełni zielone, a inne zdążyły już całkowicie zgubić liście. Siedząc w pracy, nie mogłem oderwać oczu od parku złożonego z topól, lip i klonów. Ich jesienne barwy wywoływały w sercu tęsknotę. Tęsknotę za przebywaniem na łonie natury i chłonięciem wszystkiego, co jesień oferuje oczom, uszom i powonieniu. Praca zawodowa i rodzina stały naprzeciw hobby, któremu zaprzedałem serce, skutecznie uniemożliwiając nacieszenie się tym wspaniałym spektaklem przyrody.

Czytaj dalej….

Październikowe amury – nie odwiódł mnie od nich nawet ból pleców.

IMAG0167 e1508325593279

Rozsądek kazał zostać w domu. Pasja kazała jechać i właśnie dlatego ta noc smakowała podwójnie.

Pracowałem dzielnie przez większość soboty, ręcznie wynosząc w dwudziestolitrowych wiadrach gruz powstały po wcześniej zwalonym stropie w pomieszczeniu gospodarczym, które mam zamiar przekształcić w gospodarczą kuchnię, gdzie bez przeszkód będę mógł oddawać się winiarstwu, piwowarstwu, wędliniarstwu, przetwórstwu płodów ogrodu oraz produkcji przynęt i zanęt. Oczami duszy widząc siebie gospodarującego w tym przyszłym raju, przykładałem się srogo do pracy, by jak najszybciej zrealizować kolejne z moich marzeń.

Czytaj dalej….

Październikowa zasiadka karpiowa i mocne poranne brania.

IMAG0146

Po takiej nocy człowiek chciał tylko jednego, ciszy, kawy i ryby, która wreszcie da znak, że było warto czekać.

Październikowe dni mijały jak błyskawica. Ostatkiem tchu dobrnąłem do przedłużonego o jeden dzień weekendu, a byłem wszystkim tak sfrustrowany, że moim jedynym marzeniem było pojawienie się nad wodą i spokojne połowienie ryb.

Czytaj dalej….