Sędziowałem zawody karpiowe… a najlepszą nagrodę złowiłem sam.
Maj płynął niezwykle szybko, a ja nadal prostowałem sprawy w organach związkowych, zwanych szumnie sądami koleżeńskimi. Szanowni koledzy nie spodziewali się jednak, że ktokolwiek sprzeciwi się ich działaniom i nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać. Nie spodziewali się osoby z doświadczeniem i potrafiącej co nieco czytać, dodatkowo wspartej przez bardzo pomocną kancelarię adwokacką i przesympatyczną Panią Mecenas. Może będzie to materiał na osobny wpis — zastanowię się, czy takimi wspomnieniami kalać mojego bloga.
Czytaj dalej….









